Dzień Petera Hujara
Dzięki dwóm równoległym wystawom w Wielkiej Brytanii oraz we Włoszech, które odbyły się w zeszłym roku, a także zbierającej fenomenalne recenzje ekranizacji książki Lindy Rosenkrantz Peter Hujar’s Day (w roli Hujara Ben Whishaw) prace nowojorskiego artysty, który zmarł w 1987 r. na zapalenie płuc spowodowane osłabieniem odporności wywołanym przez AIDS, mają szansę pojawić się w świadomości szerszej publiczności i wyjść poza artystyczno-kolekcjonerską, hermetyczną bańkę. Trudne dzieciństwo Hujara pozostawiło traumę, którą nosił w sobie do końca życia. Do ostatnich dni pozostał jednak artystą pełnym duchowości, wrażliwości i empatii.
Nie reżyserował swoich zdjęć. Sztuczność świata mody, w którym przez jakiś czas pracował, obrzydziła mu ten rodzaj fałszowania rzeczywistości i powielania zakłamania w me- diach masowych. W swojej twórczości kiero- wał się jedną zasadą: żadnego pozowania. Do każdego zdjęcia podchodził z niespotykaną czułością. Czekał na konkretny moment czy intrygującą pozycję fotografowanej osoby, na wzrok obserwowanego zwierzęcia. Nie miał pieniędzy, dlatego odbitki robił w ciemni we własnym mieszkaniu, maksymalnie w jednym egzemplarzu.
Chcę, żeby mówiono o mnie ściszonym głosem. Kiedy będą o mnie mówić, chciałbym, żeby robiono to szeptem.
Hujar nigdy nie poznał swojego ojca. Początkowo wychowywali go przemocowi dziadkowie – ukraińscy emigranci, podczas gdy matka alkoholiczka pracowała jako kelnerka na dolnym Manhattanie. Po ukończeniu szkoły średniej na początku lat 50. XX w. Hujar pracował jako asystent fotografów dla komercyjnych magazynów. Po wielu latach zagłuszania swojego artystycznego instynktu, całkowicie wypalony i pozbawiony środków do życia, zrezygnował ze świata mody i zdecydował o opuszczeniu głównego nurtu, do którego ustawiały się żądne sławy kolejki fotografów. Nie czuł żadnego związku z uniwersum, które kreowały pisma takie jak „GQ” czy „Harper’s Bazaar”, dla których wcześniej pracował. W swoim studiu na poddaszu w nowojorskiej dzielnicy East Village zdecydował ostatecznie o wybraniu innej drogi. Fascynowało go to, co widział zarówno w galeriach sztuki, jak i na ulicach Nowego Jorku. W 1967 r. uczęszczał na kurs mistrzowski prowadzony przez Richarda Avedona, którego fotografię bardzo cenił, ale nigdy nie chciał być tak sławny. Zaprzyjaźnił się z Susan Sontag, która napisała wstęp do jego albumu Portraits in Life and Death. Intymne fotografie Hujara są o tym, co pomiędzy: o tym, co pomiędzy: pomiędzy życiem a śmiercią, pomiędzy kulturowymi i społecznymi rolami, pomiędzy wszelkimi normatywnymi kategoriami. Pokazywał „normalne” twarze odmieńców, „ludzkie” twarze zwierząt, „śpiące” twarze zwłok pochowanych w katakumbach w Palermo.
W ubiegłym roku odbyły się dwie wystawy przypominające szerszej publiczności twórczość Hujara. Londyńska Peter Hujar – Eyes Open in the Dark w Raven Row oraz Peter Hujar. Performance and Portraiture / Italian Journeys w Centro Pecci w toskańskim Prato. Pierwsza skupiała się na późniejszym rolami, pomiędzy wszelkimi normatywnymi okresie jego twórczości, prezentowała prace zrobione po wyjściu z głębokiej depresji w 1976 r. Na drugiej zobaczyliśmy zdjęcia z trzech pobytów artysty we Włoszech, m.in. we Florencji, twarze zwłok pochowanych w katakumbach w Palermo i Neapolu. Fotografie Hujara są niczym zamrożone, przykuwające uwagę momenty. Momenty bez czasu, liminalne. Momenty zagubienia w myślach, ciszy. Chciałbym, żeby mówiło się o mnie szeptem – powiedział kiedyś Hujar.am
Choć lubił fotografię komercyjną, wybrał undergroundową drogę, celebrując outsiderów, osoby queer. Nie unikał tabu. hujar nie szukał piękna w tym, co na pierwszy rzutoka jest piękne, lecz zanurzał się głęboko w mroku, wydobywając z niego to, co kruche i ulotne. Jest dla mnie inspiracją do tego, by zawsze być wiernym sobie i swoim ideałom.
Dla mnie włochy to niewątpliwie sycylia i palermo, a tam słynne katakumby kapucynów. jest to fenomen, który zaowocował czarno-białymi pracami petera, zawartymi w jego słynnym albumie portraits in life and death. Bardzo bliskie są mi postaci ludzkieu kapucynów w palermo, ponieważ kilka lat po hujarze sam też znalazłem się z obiektywem przed tymi, powiedzmy sobie, obrazami, obiektami fotograficznymi. Polecam amatorom i zawodowcom odwiedzić to miejsce.
Nie lubię fotografii komponowanych w kwadracie, a u niego bardzo lubię. Zawsze przy oglądaniu prac petera hujara towarzyszy mi poczucie, że był blisko jakiejś magnetyzującej krawędzi. Jak mało kto w fotografii rozumiał sens znaczenia całości.
Hujar, wojnarowicz czy nan goldin to bardzo ważni artyści, którzy zapisali się na stałe w historii sztuki. Jednak nie podejmuję się komentowania ich prac. Nie potrafię i nie chcę interpretować tego, co pojawia się przed oczami widza w znacznie pełniejszym wymiarze niż słowa ewentualnej interpretacji.
Hujar z czułością opowiada o męskiej nagości czy rodzącej się kulturze queer, na długo zanim wynaleziono dla niej nazwę. Oglądając jego zdjęcia, od razu w myślach zestawiam je z dziełami sztuki feministycznej z tego samego okresu. Stał po tej samej stronie, tworząc ikoniczne portrety, rozszczelniając male gazeo wizerunki drag, osób homoseksualnych i okrutnego żniwa, które zebrało aids.