Tadeáš Podracký tworzy burząc
Braki w systemowej edukacji kolekcjonerzy i odbiorcy nadrabiają powolnie, ale systematycznie. Po nasyceniu się klasykami wzornictwa lat 60. XX w. (fotele Józefa Chierowskiego czy Romana Modzelewskiego), figurkami ćmielowskimi (kultowe projekty m.in. Mieczysława Naruszewicza i Lubomira Tomaszewskiego) polski rynek odkrywa na nowo ceramikę z Łysej Góry (fenomenalny Bolesław Książek). To kanon, który w ostatnich latach otrzymał drugie życie, i który – miejmy na dzieję – zaostrzył apetyt polskich kolekcjonerów na design eksperymentalny i nowe pokolenie bezkompromisowych osób artystycznych.
Tadeas Podracky (ur. w 1989 r. w Pradze), którego obiekty poruszyły kolekcjonerów, jest świetnym przykładem na to, że kwestionowanie norm, spontaniczność w procesie i brak formalnych ograniczeń prowadzi do zatarcia granic między światem realnym a wyobrażonym, czego efektem są prace pozbawione maniery, świeże, wolne. Jak sam Podracky opisuje swoją praktykę? Tworzę obiekty ręcznie, eksperymentując w trakcie procesu z materiałami i formą. Interesuje mnie badanie związku człowieka z przedmiotem, a silne zorientowanie rzemieślnicze daje mi narzędzia do kwestionowania i odkrywania różnych aspektów projektowania. Idę w kierunku zapoczątkowanym kolekcją The Metamorphosis, której głównym założeniem było przełamywanie stereotypów w naszym najbliższym otoczeniu i wzmacnianie emocjonalnej więzi człowieka z przedmiotem poprzez materialność i ekspresję – mówi mi. AmphoraLamp z 2021 r. jest świetnym przykładem tego myślenia. Jej organiczny kształt, przypominający ociekające wnętrze skały, jest krytycznym komentarzem Podracky’ego do oderwania się człowieka od natury i bezmyślnego zatapiania się w wirtualnym świecie.
Używam zniszczenia jako narzędzia zrozumienia. Niszczenie może mieć zarówno wymiar fizyczny i być częścią procesu tworzenia, jak i wymiar metaforyczny, w moim przypadku jest to kwestionowanie pomysłów. Kwestionowanie ustalonych porządków jest dla mnie niezwykle ważne, bo nie pozwala na popadnięcie w stagnację, a ciągłe zadawanie pytań zwiększa czujność.
W trakcie pandemii artysta zredefiniował swoje podejście do elementów, których używa do tworzenia. Z powodu panujących w tamtym okresie ograniczeń zwrócił większą uwagę na wyrzucane wcześniej fragmenty drewna, tekstyliów, starych części samochodowych, stłuczonej ceramiki i szkła, które przez fakt wyrzucenia nabrały dla niego dodatkowej autentyczności, a także stały się punktem zwrotnym w postrzeganiu materialności. Podracky jeszcze mocniej zaakcentował w swojej metodologii projektowanie w oparciu o skrajną autentyczność, intuicję i emocje. Zamysł tworzenia przez niszczenie okazał się dla niego kluczowy. Używam zniszczenia jako narzędzia zrozumienia. Niszczenie może mieć zarówno wymiar fizyczny i być częścią procesu tworzenia, jak i wymiar metaforyczny, w moim przypadku jest to kwestionowanie pomysłów. Kwestionowanie ustalonych porządków jest dla mnie niezwykle ważne, bo nie pozwala na popadnięcie w stagnację, a ciągłe zadawanie pytań zwiększa czujność. Skąd w Podrackym ta przemożna potrzeba odrzucania schematów formalnych i poszukiwania nowych metod w projektowaniu? W pewnym momencie klasyczne projektowanie zupełnie mi się znudziło. Nie miałem już ochoty używania rzeczy do ilustrowania koncepcji. To podejście wydawało mi się nieszczere i obciążone stereotypami. Chciałem pójść o krok dalej i sprawdzić, czy możliwe jest takie bezpośrednie projektowanie, którego wynik byłby autentycznym stwierdzeniem. Wyobraziłem sobie, co by było, gdyby fizyka nie miała wpływu na techniki pracy. Zacząłem wieszać przedmioty, pracować nad siłą docisku, używać materiałów, których wcześniej nie umiałem dobrze ukształtować. Z każdym kolejnym krokiem moje projektowanie stawało się bardziej złożone, a jednocześnie bardziej szczere, ponieważ nie mogłem przewidzieć, jaki efekt uzyskam. Paraliżująca wielu twórców niewiadoma staje się dla niego istotnym elementem, gwarantem wolności w sztuce. Czy w takim razie proces jest dla niego ważniejszy od ostatecznego rezultatu? Oba te elementy traktuję na równi – zapewnia Podracky. Rezultatem jest oświadczenie, w którym przekazuję swoje pomysły światu zewnętrznemu; ten proces jest podróżą edukacyjną, która pomaga mi generować te pomysły.
Wyobraziłem sobie, co by było, gdyby fizyka nie miała wpływu na techniki pracy. Zacząłem wieszać przedmioty, pracować nad siłą docisku, używać materiałów, których wcześniej nie umiałem dobrze ukształtować.
Tak świadome podejście do twórczości pokazuje, poza dojrzałością artysty, solidne podstawy edukacyjne. Podracky jest magistrem projektowania kontekstowego Akademii Designu w Eindhoven oraz magistrem praskiej Akademii Sztuki, Architektury i Wzornictwa, a jego obiekty pokazywane były w ramach Salone del Mobile, Design Miami czy Maison&Objet. Kolekcjonerzy mogą je kupić przez Side Gallery.
Londyńskie Central Saint Martins czy Royal College of Art (RCA) corocznie opuszcza wiele świetnych osób artystycznych, które kończą te szkoły z nadzieją na obecność na największych targach. Uda się tylko nielicznym. Polski rynek w przeciągu kilku lat może się okazać ciekawym polem do prezentacji współczesnego designu i interesującą alternatywą dla stagnacji zauważalnej podczas Warsaw Gallery Weekend czy wszelkiej maści imprez targowych.