Czytanie:6 minut Data:01 sty 2026Tekst:Ewelina Kustra

Mechanika twórczego umysłu

Franck Durand
Franck Durand

Franck Durand jest jedną z najsłynniejszych postaci światowej sceny kreatywnej. Wydaje kultowy magazyn „Holiday”, tworzy identyfikacje wizualne i kampanie największych marek luksusowych. Wśród klientów jego agencji – Atelier Franck Durand – znajdziemy takich gigantów jak Balmain, Mugler, Sandro czy Isabel Marant. Wciąż zaskakuje i wciąż utrzymuje się na szczycie. Jego przepis na sukces? Najciekawsza jest dla mnie energia nieprzerwanie zachodzących zmian – mówi w rozmowie z ART MONITOREM.

Lubię otaczać się ludźmi, którzy bardzo się ode mnie różnią. I utrzymuję zawsze pewien rodzaj dystansu, to niezwykle mi pomaga.
Franck Durand
EWELINA KUSTRA:
Jest pan dyrektorem artystycznym, pana agencja kreatywna Atelier Franck Durand tworzy identyfikacje wizualne i kampanie największych marek. Jak rozpoczął pan swoją działalność w tej dziedzinie?
FRANCK DURAND:
Jestem samoukiem. Po szkole z internatem w Turenii wyjechałem do Paryża. Wykonywałem wiele drobnych prac, żeby się utrzymać, ale moim celem zawsze była praca w branży wizerunkowej. Udało mi się zacząć realizować to marzenie dzięki stażowi w magazynie „Elle”, na który dostałem się w wyniku castingu. To po tym stażu otrzymałem propozycję spotkania z Markiem Ascolim, absolutnym wizjonerem [który już w latach 80. XX w. wyznaczał światowe trendy, tworząc kampanie takich marek jak Yohji Yamamoto czy Jil Sander, a także współpracował z takimi fotografami jak Nick Knight – przyp. red.]. Kolejne cztery lata poświęciłem na zdobywanie doświadczenia u jego boku.
EK:
Po kilku latach współpracy z Markiem Ascolim, mając 35 lat, założył pan Atelier Franck Durand. To był 2004 r. Czego nauczył się pan, zanim zdecydował się założyć własną firmę?
FD:
Zawsze bałem się rutyny i długo miałem wrażenie, że gdy zaangażuję się, wybierając jedną ścieżkę, inne będą dla mnie zamknięte. Bycie współpracownikiem ostatecznie się dla mnie nie sprawdziło. Dopiero w wieku 35 lat, kiedy urodziło się moje drugie dziecko, poczułem się gotowy, aby rzucić się na głęboką wodę.
EK:
Dziś odpowiada pan za wizerunek kilku marek z branży modowej (Sandro, Alexandre Vauthier, Theory), wnętrzarskiej (Zara Home), biżuteryjnej (Mellerio) – by wymienić tylko najnowsze projekty. Kiedy zdał pan sobie sprawę, że chce związać swoją karierę z koncepcją „upiększania” świata?
FD:
Gdy byłem dzieckiem, moja obsesja upiększania świata była zasadniczo związana z naturą. Moim marzeniem, jako małego chłopca, było zalesienie pustyni. Przez całe życie towarzyszy mi miłość do drzew. Później, już jako nastolatek, odkryłem takie magazyny jak „i-D” i „The Face”, które mnie zafascynowały. Mieszkałem w internacie na prowincji i dzięki tym publikacjom uzyskałem potwierdzenie, że gdzieś istnieje inny świat.
Zawsze bałem się rutyny i długo miałem wrażenie, że gdy zaangażuję się, wybierając jedną ścieżkę, inne będą dla mnie zamknięte.
Franck Durand
Kampania dla marki Etro.
Kampania dla marki Etro.
EK:
Mieszka pan w Paryżu i interesuje się architekturą. Przykładem tej pasji jest choćby hotel Château Voltaire, którego wnętrza powstawały pod pańską dyrekcją artystyczną. Czy jest coś w paryskiej zabudowie, co zdecydowanie chciałby pan zmienić?
FD:
Jestem, jak wielu paryżan, zszokowany tym, jak dynamicznie postępuje oszpecanie miasta. Przybiera ono najróżniejsze formy: od groteskowych i często bezużytecznych mebli ulicznych, przez realizacje w przestrzeni miejskiej projektów, które nie mają racji bytu, aż po głupie i brzydkie znaki, które pokazują, jaka jest pogoda. Nie mówiąc już o problemach z czystością. Na ten moment za dobry przykład ewolucji miejskiej mogę wskazać ścieżki rowerowe i miejsca do parkowania dla rowerów. To wszystko.
EK:
Lubi pan podróżować?
FD:
Podróżuję na dwa różne sposoby, które cieszą mnie w równym stopniu. Z jednej strony są to wycieczki fizyczne, z drugiej podróże marzeń, które odbywam cały czas i które są niezbędne dla mojej mechaniki umysłowej.
EK:
Jak to się stało, że zdecydował się pan nabyć prawa do wydawania magazynu „Holiday”, pisma trochę zapomnianego, a jednak z niezwykłymi tradycjami? Swego czasu największe nazwiska, choćby Graham Greene, Jack Kerouac czy Truman Capote, pisały dla „Holiday”.
FD:
Podczas pracy w magazynie „Man About Town” zdałem sobie sprawę, że pasjonuje mnie wydawnictwo, tworzenie pisma, cały proces twórczy. Od zawsze byłem wielkim fanem „Holiday”, podjąłem więc niezbędne kroki w celu nabycia tego tytułu.
EK:
„Holiday” to nie tylko katalog pięknych zdjęć, treściwy magazyn i swego rodzaju przewodnik, ale także kawiarnia. Skąd pomysł, żeby kawiarnia stała się dodatkiem do magazynu? Na przykład magazyn „Monocle” również rozwinął tę koncepcję.
FD:
W pewnym momencie chciałem, aby „Holiday” stał się koncepcją bardziej globalną, wykraczającą poza formułę magazynu. To było wspaniałe doświadczenie, ale też bardzo wyczerpujące. Zwłaszcza, że byłem w tym osamotniony. Dziś to Marc Grossman z Bob’s prowadzi kawiarnię.
EK:
Czy nie jest panu trudno być cały czas zanurzonym w świecie mody? Nie czuje pan presji tego środowiska?
FD:
Do mody podchodzę z dużym dystansem, co pomaga mi zarówno w pracy, jak i w życiu w ogóle.
EK:
Jak dziś wygląda francuska moda od środka?
FD:
Paryż to wciąż absolutne centrum świata mody. Ale najciekawsza jest dla mnie energia nieprzerwanie zachodzących zmian.
Zazwyczaj wybieram współpracowników, którzy nie mają 15-letniego doświadczenia, a przez to nie wnoszą rutyny i złych nawyków.
Franck Durand
Kampania dla francuskiej marki Sandro.
Kampania dla francuskiej marki Sandro.
EK:
Jest pan znany z tego, że jest osobą bardzo wymagającą. Jak dobiera pan współpracowników?
FD:
Zazwyczaj wybieram współpracowników, którzy nie mają 15-letniego doświadczenia, a przez to nie wnoszą rutyny i złych nawyków.
EK:
Co pana najbardziej denerwuje?
FD:
Wyniosłość.
EK:
Kto jest odpowiedzialny za tworzenie strategii w pana Atelier?
FD:
Przez długi czas to byłem ja sam. Obecnie jednak lubię otaczać się ludźmi, których praca naprawdę jest wartościowa, a jednocześnie zawsze kieruję się własną intuicją.
EK:
Kreatywność – czym jest dla pana?
PD:
To coś instynktownego, pochodzącego z wnętrza. Myślę, że w pewien sposób każdy człowiek ma zmysł twórczy.
EK:
Czy łatwo jest panu współpracować z klientami? Ludzie z branży kreatywnej bywają czasem ekscentryczni lub kontrowersyjni.
FD:
Lubię otaczać się ludźmi, którzy bardzo się ode mnie różnią. I utrzymuję zawsze pewien rodzaj dystansu, to niezwykle mi pomaga.
EK:
Wydaje się, że popkultura, której częścią jest moda, od lat opiera się na skandalu. Ludzie wciąż pamiętają pomysły Oliviero Toscaniego z początku lat 90. Czy prowokacja jest dziś konieczna, by sprzedać modę?
FD:
Nie mam konkretnego zdania na ten temat. Można szokować rzeczami, które nie są tego warte, tak samo jak można robić rzeczy, które mnie szokują, ale zupełnie nie przeszkadzają nikomu innemu.
EK:
Kiedy uznaje pan swój projekt za sukces?
FD:
Zachowując skromność, mogę powiedzieć, że mam na swoim koncie pewną liczbę sukcesów, zarówno artystycznych, jak i finansowych. Jednak prawdziwym sukcesem są dla mnie zawsze projekty, które dopiero nadejdą.
EK:
Jak widzi pan dzisiejsze zmiany w komunikacji marek? Klienci są inni, komunikacja jest inna, dostępne dziś środki komunikacji są inne. Jak to wpływa na pana pracę?
FD:
Po prostu pilnuję, żeby mediów społecznościowych używać tylko jako narzędzi do swojej pracy.

Wywiad ukazał się w 23 numerze magazynu ART MONITOR. E-wydania dostępne na stronie artmonitor.bigcartel.com